|
Niedziela 7 maja 2006 00047 Sztokholm: Tu radio TiranaMłodsze pokolenie nie pamięta zapewne audycji w języku polskim nadawanych przez radio Tirana z Albanii w latach 60-70-tych. Albania wyłamała się wówczas z bloku sowieckiego i oddała się pod kontrolę Chin, które to rywalizowały wtedy z ZSRR o przywództwo nad światowym komunizmem. Dla Polaków, mieszkających za drutami socjalistycznej propagandy kierowanej z Moskwy, audycje radia Tirana brzmiały obrazoburczo. Podczas gdy w PRL-u mówiono np. często i z oburzeniem o „imperializmie amerykańskim”, to określenie „imperializm sowiecki” było nieznane, a jego użycie karalne. A już stawianie znaku równowagi między nimi nie mieściło się po prostu w głowach. Tym co się mieściło natychmiast je tracili. Niezależnie od faktycznego stopnia słuszności argumentów tego radia - zarówno ZSRR jak i USA prowadziły w końcu politykę mocarstwową - audycje z Tirany były w Polsce odbierane jak niezły kabaret. Język propagandy radia Tiran był tak różny od naszego, że poziom komunikacji między nami był równy zeru. Wobec stosowania kompletnie różnych jednostek miar, wszelkie próby ocen i wartościowania zdarzeń politycznych świata trafiały w próżnię. To tak jakby odległość między Poznaniem, a Warszawą mierzyć w stopniach Celsjusza. Frazeologiczne wykrętasy budziły głównie śmiech. Podobnie groteskowo wygląda dzisiaj język stosowany w szwedzkich mediach, opisujący polską scenę polityczną. Pozbawiony wszelkich śladów zrozumienia dla historycznych i kulturowych uwarunkowań, charakterystycznych dla polskich motywacji, próbuje on opisywać polską politykę za pomocą socjalistycznego żargonu. Odsłania to oczywiście polityczne priorytety poszczególnych mediów i nie ma nic wspólnego z uczciwą informacją. Określenia stosowane w stosunku do polskich partii politycznych mają znacznie większy ładunek emocji niż informacji. Pisząc np. o Samoobronie czy LPR obowiązkowo stosuje się epitet „populistyczna”. Chodzi o to by czytelnik kojarzył te partie z innymi okrutnikami europejskiej sceny politycznej - austriackim Jörg Haiders, francuskim Le Pens, czy wręcz z białoruskim Łukaszenką, którego również obdarza się tutaj tym tytułem. Poważne szwedzkie media informują więc swojego czytelnika, że Andrzej Lepper z sentymentem wspomina nazistów, chce wyrzucić wszystkich obcokrajowców z Austrii i Francji oraz przemocą rozbija pokojowe demonstracje na Białorusi. Duży problem mają też szwedzcy spadkobiercy radia Tirana z umiejscowieniem partii politycznych na skali prawo-lewo. Czołowy szwedzki dziennik Dagens Nyheter (DN.se) nazywa np. Samoobronę partią rolników lub partią chłopską, co w Szwecji kojarzy się z centrum, by zaraz potem nazwać ją partią lewicową, którą to w parę dni później przydziela prawicy. Jeszcze parę lat temu Samoobrona była nazywana przez DN „radykalną”, co należy do pozytywnych wytrychów w słowniku szwedzkiej propagandy. Dziś jest już ona tylko skrajną, populistyczną i nacjonalistyczną. Jednym słowem - be. Podobny los spotyka pozostałe partie rządowe. PiS, nazywany niegdyś umiarkowanym, dziś jest już tylko prawicowy, konserwatywny, nacjonalistyczny. LPR jest ultra- lub co najmniej skrajnie prawicowy, konserwatywny, nacjonalistyczny itd. itd. Pisząc o PiS, Samoobronie czy LPR szwedzkie media starają się zawsze przydzielić im jak najwięcej epitetów, budzących niechęć tutejszego czytelnika. Tą niewątpliwą agresją nie są objęte jedynie PO i inne partie tworzone przez byłych kolaborantów ZSRR. Te cieszą się tu wzięciem. I trudno się dziwić. Szwedom łatwiej będzie zapewne realizować swoje interesy z tymi partiami. Szwedzki, państwowy Vattenfall będzie mógł swobodniej łupić polski rynek energetyczny, Nordea rujnować polskie przedsiębiorstwa, a Puls Biznesu im klaskać. Gorzej oczywiście z tymi, co dbają o polskie interesy. Jednak powodem takiego skrzywienia dziennikarskiego nie jest być może wyłącznie zła wola, czy też natarczywa promocja własnych interesów. Od blisko 70-ciu lat Szwecja jest rządzona przez Socjaldemokratów. To oni - przez pokolenia - stworzyli obowiązującą tutaj interpretację historii, systemy wartości i język polityki. Socjalizm nie przyjechał też tutaj na czołgach. Nawet, jeżeli początkowo inspirowany przez Niemców, to jest on tu od dawna własny, rodzimy... narodowy. Szwedzcy dziennikarze są wychowani w głębokim przeświadczeniu o własnej doskonałości - że Szwecja jest najlepszym krajem świata, ma najlepszy system polityczny, a Szwedzi są wiodącym narodem pod mniej więcej każdym względem. Każdy przejaw aspiracji innych krajów do budowania własnej siły, własnymi drogami - traktują jako napaść na siebie. Pewne skruszenie tego ideologicznego betonu daje się zaobserwować u młodego, bardziej światowego pokolenia. Minie jednak sporo czasu zanim poziom informacji choćby zrówna się ze stopniem indoktrynacji w szwedzkich mediach. Póki co kontynuujemy szczytne tradycje radia Tirana i naszych chińskich towarzyszy. Polecamy najnowsze wiadomości szwedzkiej telewizji ...
|
||||
|
Wcześniejsze nowiny 2006 05.02 - Kuszenie z urzędu 03.21 - Dymisja 03.22 - Dymisja - polityczna gra 27.03 - Czterech ministrów tygodniowo 03.18 - Hela folkets Carola Sztokholmski eksperyment - podatek za wjazdu do centralnego Sztokholmu. 01.02 - Korkowy podatek
|
||||
|
|
||||